Jachty i solarium w pizzerii. Burza wokół dotacji KPO   polska

Od kilku dni media i portale informacyjne rozgrzewa dyskusja o tym, jak wydawane są środki z Krajowego Planu Odbudowy dla sektora HoReCa. Mikro i małe firmy hotelarskie oraz gastronomiczne mogły sięgnąć po część puli, która dla tej branży wynosi 1,2 mld złotych. Program miał umożliwić modernizację, zakup nowego sprzętu, a także dywersyfikację działalności po pandemicznym załamaniu. Szybko jednak okazało się, że realizacja tych celów nie zawsze przebiega zgodnie z oczekiwaniami.

Wszystko zaczęło się od upublicznienia na stronie kpo.gov.pl treści niektórych wniosków o dotacje. Obok projektów związanych z doposażeniem czy poszerzaniem oferty, pojawiły się wnioski dotyczące finansowania czarteru jachtów, zakupu mobilnych ekspresów do kawy, maszyn do lodów czy nawet sauny. Na liście dotowanych pomysłów znalazły się m.in. domek na wodzie do spotkań biznesowych, platformy e-learningowe do gry w brydża, ekologiczne apartamenty na wynajem, inwestycje w solaria dla pizzerii, a także kebabownie deklarujące prowadzenie zajęć sportowych. W jednym przypadku dotację uzyskała firma na stworzenie aplikacji biegowej, innym razem finansowanie trafiło do lokalu gastronomicznego, który planuje zakup ośmioosobowego jachtu za ponad pół miliona złotych. Znalazły się też projekty na rozwój nowych produktów lodowych, mobilnych ekspresów do kawy, czy nawet odżywczego piwa bezalkoholowego.

W mediach społecznościowych i komentarzach polityków pojawiły się pytania o racjonalność takich wydatków: jak to możliwe, że z KPO można sfinansować solarium w pizzerii, domek na wodzie, czy platformę do nauki brydża za 300 tysięcy złotych? Internauci udostępniali screeny z mapki dotacji, wskazując na przypadki, które trudno uznać za działania naprawcze czy modernizacyjne w rozumieniu pierwotnego celu programu. Sytuacja stała się na tyle gorąca, że strona z mapą dotacji zniknęła z sieci kilka godzin po publikacji.

Zasady programu są jasno określone: wsparcie jest skierowane do mikro, małych i średnich firm z branży hotelarskiej, gastronomicznej, turystycznej lub kulturalnej. Warunkiem jest wykazanie co najmniej 20-procentowego spadku obrotów podczas pandemii oraz przedstawienie planu na dywersyfikację działalności. Firmy mogą ubiegać się o wsparcie w wysokości od 50 do 540 tysięcy złotych przy wkładzie własnym nie niższym niż 10 procent. Czas realizacji przedsięwzięcia to jeden rok. Tak skonstruowane kryteria otworzyły jednak szeroką furtkę do bardzo różnorodnych interpretacji i – jak się okazało – pozwoliły sfinansować pomysły, które odbiegają od oczekiwań społecznych i branżowych.

Do sprawy szybko odniosło się Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej. Wiceminister Jan Szyszko stwierdził publicznie, że niektóre z ujawnionych wniosków nie realizują celu programu i określił sytuację jako skandaliczną. Resort informuje, że już kilka tygodni temu pojawiły się sygnały o możliwych nieprawidłowościach, a teraz każda złotówka wydana w ramach projektu ma być szczegółowo sprawdzona. W odpowiedzi na narastającą aferę, z końcem lipca ze stanowiska została odwołana prezes Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości. Zapowiedziano także wzmocnienie kontroli nad wydatkowaniem środków, a beneficjenci, u których zostaną wykryte nadużycia, będą zobowiązani do zwrotu dotacji.

Wiceszef resortu funduszy Jacek Protas przypominał w Money.pl, że KPO miało być narzędziem wsparcia dla firm, które zostały szczególnie dotknięte przez pandemię. Wielu przedsiębiorców nie przetrwało tego okresu, a ci, którzy zostali na rynku, muszą inwestować i modyfikować swój model biznesowy, by utrzymać się w nowej rzeczywistości. Jednak zamiast szeroko zakrojonej modernizacji, na pierwszy plan wybiły się przypadki spektakularnych, nietypowych wydatków, które dla opinii publicznej stały się symbolem patologii w wydatkowaniu unijnych pieniędzy.

Minister gospodarki Andrzej Domański podkreśla, że w skali całego KPO, gdzie na Polskę przypada prawie 60 miliardów euro, przypadki budzące medialny rozgłos to zaledwie ułamek całości. Każda kontrowersja ma być wyjaśniona, a rozliczanie środków prowadzone bardzo skrupulatnie. W praktyce efektem całej sytuacji są zapowiedzi szczegółowych kontroli i egzekwowania zwrotów tam, gdzie pojawiły się nadużycia.