Zaledwie kilka dni po hucznej inauguracji Wielkiego Muzeum Egipskiego w Gizie, największej na świecie instytucji poświęconej jednej cywilizacji, euforia ustąpiła miejsca dezorganizacji. Zamiast symbolu nowoczesnego Egiptu, powstała scena masowego chaosu.

W inauguracyjny piątek muzeum próbowało zwiedzić ok. 18 tysięcy osób, a w sobotę liczba ta sięgnęła 26 tysięcy, niemal dwukrotnie przekraczając dzienny limit 14 tysięcy odwiedzających określony przez Ministerstwo Turystyki i Starożytności. Tłum był tak duży, że w połowie dnia wstrzymano zarówno sprzedaż biletów, jak i wpuszczanie turystów — nawet tych z ważnymi wejściówkami.
W efekcie cały płaskowyż w Gizie zamienił się w „morze niewpuszczonych do muzeum”. Szacuje się, że w sobotę pod bramami muzeum pojawiło się ok. 80 tysięcy osób, z których większość nie dostała się do środka.
Od triumfu do kryzysu logistycznego
Otwarte 4 listopada muzeum było przygotowywane ponad 20 lat, a jego budowa pochłonęła ponad miliard dolarów. Jak pisał portal Hyperallergic, GEM (Grand Egyptian Museum) ma być „egipską odpowiedzią na Luwr i British Museum” – symbolem autentycznego opowiadania historii faraonów przez samych Egipcjan. Zgromadzono tu ponad 100 tysięcy artefaktów, w tym 5 tysięcy obiektów z grobowca Tutanchamona i monumentalne posągi Ramzesa II.
Jednak już kilka dni po otwarciu dyrekcja GEM musiała wydać pilny komunikat o „problemach logistycznych”. Zdecydowano, że sprzedaż biletów w weekendy i święta będzie możliwa wyłącznie online, a kasy stacjonarne zostaną zamknięte. Problem w tym, że bilety są już wyprzedane do końca roku, a system rezerwacji na 2026 r pozostaje nieaktywny.
Biura podróży wściekłe
Sytuacja szczególnie dotknęła firmy organizujące wycieczki z Hurghady i Sharm el-Sheikh. Wielu touroperatorów, którzy mieli zaplanowane wizyty w muzeum, zostało zmuszonych do ich odwołania w ostatniej chwili.
„Po przyjeździe do bram muzeum okazało się, że turyści nie mogą zostać wpuszczeni z powodu przekroczenia maksymalnej liczby zwiedzających” – relacjonował hurghada24.pl.
Po interwencji członków Izby Turystycznej i urzędników ministerstwa turystyki niewielkiej grupie Polaków udało się wejść do muzeum, ale dopiero na godzinę przed jego zamknięciem.
Szef Syndykatu Przewoźników Turystycznych Morza Czerwonego, Bashar Abu Taleb, zaapelował do władz w Kairze o wprowadzenie oddzielnej puli biletów dla grup z regionów Morza Czerwonego i Synaju Południowego. Jak podkreśla, tylko z samej Hurghady co roku wyjeżdża ponad 150 tysięcy turystów chcących zobaczyć Kair i Gizę.
„Turyści płacą, więc mają prawo zobaczyć Wielkie Muzeum Egipskie. Brak gwarantowanej puli biletów to katastrofa organizacyjna” – powiedział Abu Taleb cytowany przez lokalne media.
Straty wizerunkowe i ekonomiczne
Według doniesień, jedno z największych polskich biur turystycznych działających w Hurghadzie zostało zmuszone do odwołania wycieczki autokarowej do Kairu i Gizy, mimo wcześniejszej zapłaty za 60 biletów wstępu do GEM. Do czasu wyjaśnienia sytuacji firma wstrzymała sprzedaż kolejnych wyjazdów.
Koszt jednodniowej wycieczki autokarowej do muzeum z Hurghady to ok. 100 dolarów od osoby, a przelot samolotem nawet 300 dolarów. Niewpuszczenie grup do środka oznacza więc reklamacje, straty i ryzyko utraty reputacji wśród klientów.
Symboliczny projekt w ogniu krytyki
Jak przypomina Hyperallergic, pomysł utworzenia GEM narodził się jeszcze za czasów Hosniego Mubaraka, a projekt miał być symbolem nowoczesnego Egiptu i jego kulturowej niezależności. Dziś jednak muzeum stało się ofiarą własnego sukcesu – przyciąga masy, których infrastruktura nie jest w stanie obsłużyć.
„To nie jest kopia Luwru czy British Museum. Te powstały z imperium, to – z autentyczności. Tu Egipt opowiada swoją historię własnym głosem” – pisał Ezzat Ibrahim w „Ahram Online”.
Pytanie, czy ten głos nie zagłuszy sam siebie w gwarze tysięcy niezadowolonych turystów.





