Najpierw musieli przekonać, że to działa i ma sens

Czasem ludzie dopytywali się, skąd jesteśmy, bo mówili, że już są w trzech internetach, np. w Krakowie, Wrocławiu i Warszawie – wspomina Witold Markow, współzałożyciel portalu NadMorze.pl.

rt 2021 05b 24

Skąd wziął się pomysł na portal NadMorze.pl?

 Z potrzeby chwili. Po prostu kiedy jako grupa studentów szykowaliśmy się do wyjazdu nad morze, zaczęliśmy szukać w internecie potrzebnych nam informacji. Okazało się wtedy, że ich tam po prostu nie było. Stwierdziliśmy więc, że w takim razie my je tam umieścimy. Byliśmy grupą studentów kierunków technicznych: informatyki, robotyki itp., więc już wówczas mieliśmy na co dzień do czynienia z internetem i kwestie techniczne nie stanowiły dla nas problemu. 

Jak wyglądało pozyskiwanie klientów?

To była żmudna i czasochłonna robota. Po prostu chodziliśmy od domu do domu w miejscowościach nadmorskich i namawialiśmy do reklamowania się na naszym portalu. Poświęcaliśmy na to każdy wolny dzień i poważne – jak na grupę studentów – środki. W każdy weekend czy jakieś dni wolne w tygodniu, jeśli takie były, trzeba było jechać do kolejnej miejscowości, rozmawiać i tłumaczyć kolejnym właścicielom kwater, o co chodzi. 

Co stanowiło największy problem podczas tworzenia projektu?

Tak naprawdę to przekonanie klientów w początkowym okresie, że reklama w internecie ma sens. Zdecydowanie to okazało się najtrudniejsze. 20 lat temu spotykaliśmy się głównie z dwiema postawami wobec działań w internecie. Pierwsza grupa miała już jakieś doświadczenia, lecz z reguły były one negatywne. Uważali, że to rozwiązanie kosztowne i nieskuteczne. Czasem ktoś im zrobił stronę, ale to nie przynosiło efektu i było stosunkowo drogie. Nie widzieli więc sensu, żeby znów próbować, bo za całkowicie wystarczające do reklamy uważane były powszechnie dwa miejsca: telegazeta i dodatek turystyczny w „Gazecie Wyborczej”. Druga grupa zupełnie nie wiedziała, jak działa internet, i albo nie widziała zupełnie potrzeby tam się pojawić, albo była przekonana, że ten internet, a właściwie te internety, to działają jak klasyczne media w jakichś regionach. Czasem ludzie dopytywali się, skąd jesteśmy, bo mówili, że już są w trzech internetach, np. w Krakowie, Wrocławiu i Warszawie. Początkowo nawet myśleliśmy, że z nas żartują.To były poważne bariery do przełamania. W efekcie pierwsze lata to była w dużej części edukacja i przekonywanie, że to działa i ma sens. 

Czy był jakiś przełomowy moment, po którym rozwój Nad- Morze.pl nabrał rozpędu?

Owszem, ale paradoksalnie to nawet nie było to, że dzięki tej stronie pojawiają się rezerwacje. Dużym pozytywnym impulsem okazał się zakup aparatu cyfrowego. Była to poważna inwestycja, bo przecież były to początki fotografii cyfrowej, a nasz aparat oferował rozdzielczość 3 Mpix. Jednak to przyniosło efekt. W momencie, kiedy ludzie widzieli na ekranie zdjęcia swojej nieruchomości, pokojów, które oferowali, w dobrej jakości, dobrych kolorach, to czasem nie mogli uwierzyć, że tak można pokazać to, co oferują. W efekcie byli na tyle zadowoleni, że nie tylko decydowali się na wejście do portalu, ale polecali nas dalej bądź wręcz wysyłali do swoich krewnych czy znajomych, którzy też oferowali noclegi dla turystów. Widząc, jak ładnie wygląda to, co przygotowywali, na pewno czuli, że ich praca dobrze wygląda, i czuli się w pewien sposób docenieni. To był tak naprawdę przełom. 

Jak mierzyli państwo efektywność bez tych wszystkich narzędzi analitycznych, którymi teraz się posługujemy?

Mieliśmy tylko licznik wejść na stronę i tylko to mogliśmy liczyć. Ale mieliśmy też informacje zwrotne z obiektów, że pojawiają się rezerwacje, że kontaktują się z nimi klienci. Wiedzieliśmy też, że przynosi to bardzo dobry efekt, bo czasami zdarzało się nawet, że właściciele obiektów prosili nas np. w lipcu, żeby wyłączyć tę reklamę, bo już mają wszystko porezerwowane, a ludzie ciągle dzwonią, i oni nie mogą już odbierać tych telefonów. 

Jak wyglądają zasoby i ruch na portalu NadMorze.pl dzisiaj?

Obecnie mamy w zasobach około 1 tys. obiektów i 1 mln unikalnych użytkowników rocznie. Dominującą kategorią są różne rodzaje domków. Widzimy zresztą od ubiegłego roku zdecydowanie rosnące zainteresowanie klientów właśnie domkami i samodzielnymi apartamentami. To są miejsca, gdzie właściwie nie ma przestrzeni wspólnych, co teraz jest dla wielu turystów bardzo ważne. Nic więc dziwnego, że takie obiekty sprzedają się coraz lepiej. Zresztą inna sprawa, że jeszcze przed pandemią taki trend już występował. Logicznym następstwem tego trendu jest to, że właśnie tego typu obiekty są najchętniej budowane nad polskim morzem. Tu znów widzimy, jak wiele się zmieniło od czasu, kiedy NadMorze.pl startowało. W początkach portalu dominowały kwatery prywatne i budynki z lat 80. lub 70. Wspólna łazienka była czymś oczywistym, a pokoje z własną łazienką uchodziły za te o lepszym standardzie. Dziś wiele z tych obiektów już nie funkcjonuje. Jeśli ktoś na bieżąco nie dokonywał modernizacji i nie podążał za trendami, musiał wypaść z rynku. Dziś nawet jeśli taki stary budynek jeszcze stoi, to zwykle koszty ewentualnego dostosowania do dzisiejszych standardów byłyby na tyle duże, że rentowność takiej inwestycji byłaby wątpliwa.

Jak wygląda ten rok,
jeśli chodzi o preferencje
i ruch na waszym portalu?

Widać zdecydowane ożywienie w porównaniu z ubiegłym rokiem. Wprawdzie w styczniu zanotowaliśmy spadek rezerwacji o 28 proc. w stosunku do stycznia ubiegłego roku, ale w kolejnych miesiącach były to duże lub bardzo duże wzrosty. Styczeń wypadł inaczej, ponieważ w ubiegłym roku był to jeszcze normalny miesiąc, z feriami zimowymi niektórych województw. Tymczasem w tym obowiązywały ograniczenia. Jednak w lutym i marcu widać było ożywienie, które przejawiało się we wzrostach w stosunku do ubiegłego roku w lutym o 21 proc., marcu o 124 proc., a w kwietniu aż o 2094 proc. Jednak ten ostatni miesiąc jest zupełnie niemiarodajny, ponieważ w zeszłym roku ruch turystyczny w kwietniu w praktyce zamarł, więc mamy tu efekt minimalnej bazy w liczbie rezerwacji. W tych wzrostach widać największe zainteresowanie klientów domkami. Tutaj wzrosty wynosiły w lutym 32 proc., w marcu 184 proc., a w anegdotycznym z punktu widzenia tych statystyk kwietniu aż 3200 proc. Wpisuje się to w ogólny trend szukania obiektów, które nie mają lub mają minimalną liczbę wspólnych przestrzeni. Również jeśli chodzi o rezerwacje na pobyty, które będą dopiero zrealizowane, notujemy wyraźne wzrosty. Na maj rezerwacje obiektów z naszej bazy wzrosły w tym roku o 122 proc. W czerwcu ten wzrost jest wprawdzie mniejszy i wynosi 12 proc., ale za to wzrosty w lipcu i sierpniu wynoszą odpowiednio 54 proc. i 45 proc.

Ceny w złotych za osobodobę przy założeniu pełnego obłożenia jednostki noclegowej (np. cena domku sześcioosobowego została rozbita na sześć osób)

 

Zrzut ekranu 2021 06 4 o 11.03.08


Wydanie: 5/2021, WYWIAD
W najnowszym wydaniu
 




Strefa prenumeratora
ARCHIWUM ONLINE RYNKU TURYSTYCZNEGO:
Login:
Hasło:
Zapomniałem hasło


E-tygodnik
Bądź na bieżąco
Jeżeli chcesz otrzymywać w każdy poniedziałek przegląd najważniejszych informacji branżowych, zapisz się do listy subskrybentów.



Jeżeli chcesz wypisać się z listy odbiorców newslettera, wpisz adres e-mailowy i kliknij "rezygnuję".
Twój e-mail